Fundacja "Czyste Lasy"
Jesteśmy dla przyszłości
Strona główna
Witamy na stronie Fundacji Czyste Lasy.


Las w okolicy Łąk Radzymińskich lżejszy o duży worek śmieci - 30.09.2015.




Wybrałem się na grzyby a zebrałem sześć niewielkich worków śmieci w lesie pod Radzyminem (Rejentówka). 29.09.2015





Deszcz nie padał, śniegu też nie było  więc w sobotę 22.11.2014 zebraliśmy całą górę śmieci. Ogromne podziękowania dla wszystkich którzy wzieli udział w zbiórce. Bardzo dziękujemy za wsparcie tej akcji Urzędowi Miasta i Gminy Radzymin. GALERIA.




W sobotę 22.11.2014 (jeśli nie będzie padał deszcz lub śnieg). Będziemy sprzątać las na Aleksandrowie pod Radzyminem. Jest to już druga akcja przeprowadzana w tym miejscu, poprzednio 18.10.2014 udało nam się posprzątać około połowę tego lasu, tym racem mamy zamiar dokończyć resztę.
Chętnych do pomocy serdecznie zapraszamy. Zapewniamy rękawiczki oraz worki. Dziękujemy UMiG Radzymin za wsparcie tej akcji. 
Miejsce z którego zaczynamy około godziny 10 rano to:
Radzymin ul.Batalionów Chłopskich. Gdzie kończy się asfalt a zaczyna las. - MAPKA -




"Zostań Strażnikiem Lasu" program dofinansowany z budżetu gminy Radzymin przeprowadziliśmy w trzech szkołach i tu ogromne podziękowania dla dyrekcji:                                                                                                                        Szkoły Podstawowej nr 1 im. ppłka pilota Mariana Pisarka w Radzyminie.
Szkoły Podstawowej im. Prymasa Tysiąclecia w Nadmie.
Zespołu Szkolno-Przedszkolnego im. Janiny Januszewskiej w Ciemnem.
GALERIA.




Deszcz nie padał więc w sobotę 18.10.2014 zebraliśmy całą górę śmieci.
Bardzo dziękujemy za wsparcie tej akcji Urzędowi Miasta i Gminy Radzymin.
Mieliśmy zamiar posprzątać cały las na Aleksandrowie ale w jeden dzień się nie udało i zrobiliśmy mniej więcej połowę, więc w najbliższym czasie powtórzymy tą akcję. GALERIA.



W sobotę 18.10.2014 (jeśli nie będzie padał deszcz). Będziemy sprzątać las na Aleksandrowie pod Radzyminem. 
Chętnych do pomocy serdecznie zapraszamy. Zapewniamy rękawiczki oraz worki. Dziękujemy UMiG Radzymin za wsparcie tej akcji. 
Miejsce z którego zaczynamy około godziny 9 rano to:
Radzymin ul.Batalionów Chłopskich. Gdzie kończy się asfalt a zaczyna las. - MAPKA - 

Kilka fotek zrobionych w tym tygodniu z tego właśnie miejsca.





„ŚMIEĆ”

         

         - Na spacerek? – zapytałam moją suczkę, a ona w jednej chwili znalazła się przy drzwiach zerkając na swoją biżuterię tzn. elegancką niebieską obróżkę i taką samą smyczkę. Lubi się wystroić przed wyjściem jak prawdziwa dama. Ładna jest, pomyślałam -  choć to mały rudy kundelek z białą krawatką i skarpetkami.
    Ten spacer był inny. Jakiś taki dziwny, bo moja dotąd grzeczna dobrze ułożona sunia ciągnęła się na smyczy, plątała między nogami i szła obok mnie tyłem. Tak. Tyłem.
- Równaj! Warknęłam na nią zniecierpliwiona. –Równaj! W lesie piesek musi być na smyczy. Równaj!
A ona wyrównała do lewej nogi jak należy – tylko znowu tyłem. Ogon podniesiony, zmarszczone czoło, wzrok zwrócony w jednym kierunku.  Aha! Tam coś jest. I dlatego moja przyjaciółka się tak dziwnie zachowuje. Spojrzałam, a tam w głębi lasu daleko od ścieżki leży jakiś śmieć.  Worek foliowy? Podeszłyśmy bliżej (sunia już przodem a nie tyłem) i widzę rzeczywiście jest - duży gruby worek foliowy. To sobie ktoś trudu zadał żeby go tu wyrzucić
- pomyślałam. Daleko od ścieżki. Dziwne. Tylko moja sunia już nie chce iść bliżej do worka. Stanęła jak wryta.
No dobrze. Smycz zawinęłam wokół gałęzi, i poszłam po worek – wyrzucę do kontenera koło domu.  Ależ śmierdzi.  Wzięłam za odstający róg i chciałam go podnieść, ale było coś ciężkiego w środku. Ale śmierdzi. A śmieć się poruszył. Dziwnie mi się zrobiło. Może to lis? Z pomocą solidnego kija rozdarłam worek… Serce moje zamarło. Obwiązany drutem. Pyszczek do łap. Łapy do tułowia. Jak baleron. Półprzytomny. Wychudzony. Taki biedny. Pies - Śmieć.

- Śmierdzę - powiedział „Śmieć”.
- Nie martw się już.
Nie powiem czego życzyłam oprawcy „Śmiecia”. Żeby tak…. cię wszystko co najgorsze w życiu… najgorsze…
          „Śmieć” ma teraz błyszczącą sierść i wesołe oczy. Jest średniej wielkości kundlem. Czarny, podpalany,
z pięknym puszystym ogonem. I ponad życie kocha swoją  Anię. Ania ratowała „Śmiecia” prawie miesiąc. Najpierw rosołek wlewany do pyszczka łyżeczką, mycie po kawałeczku ropiejących ran pozostałych po drucie, wynoszenie na balkon żeby mógł się załatwić.

         „Śmieć” merda wesoło ogonem. Już nie śmierdzi. Mieszka w bloku . Chodzi z Anią na zakupy na pobliski bazarek.
Od zaprzyjaźnionej pani z mięsnego dostaje do pyska kostkę i niesie grzecznie do domu. Ania jest dumna. Tylko po imieniu go nie woła na spacerach. Tylko chodź, idziemy, do mnie.

- Halo, proszę Pani! Jak ma na imię? - zawołał kiedyś do Ani jakiś facet.
- Jak ma na imię? I wskazał ręką na „Śmiecia”. Ania spłonęła rumieńcem jak zawsze gdy ktoś pyta o imię jej psa.
- Jak się wabi? - nie ustępował facet. A Ania już czerwona jak burak.
- Może ma wstydliwe imię? Tak jak moja suczka? He, He,  wesoło zagadywał. - No niech Pani powie, nalegał.
- Dobrze, to ja Pani coś opowiem. Moją suczkę odebrałem pijakom spod sklepu na wsi. Zobaczyłem jak wlewają szczeniakowi wódkę do pyszczka, to ją im odebrałem. W domu tak dla żartu nazywałem ją Setka.
Setka… Miało być zabawnie. I niestety tak już zostało bo na żadne inne imię nie chciała reagować.
- No to jak ma na imię?
- „Śmieć”. Wyszeptała Ania.  
Ma na imię ŚMIEĆ.

                                                                                                                    Ewa Kobierzycka.




„ Za potrzebą…”

 - A byłaś już na spacerze w lesie? Spytała nowo zapoznana koleżanka z sanatorium.

- Nie byłam - ale idę dzisiaj tuż po zabiegach, to może umówmy się i razem pójdziemy pogoda jest ładna.

-Ok. to przed recepcją ok. 16. Świetnie.

Świetnie. Ośrodek nad samym morzem. Początek czerwca. Pogoda coraz lepsza. Ruszę się wreszcie, chociaż kręgosłup dokucza.

- Pójdziemy w prawo lasem w stronę Rewala, na pewno nie damy rady tam dojść, ale przecież nie będziemy siedzieć w pokojach. Dobra. No to idziemy.

Komarów nie ma, wiaterek silny powiewa od morza, ścieżka szeroka, las pachnie tak przepięknie, że aż się w głowie kręci.  Kaptur od sztormiaka naciągam niemalże na sam nos – tak wieje.

Spacer brzegiem lasu nad samym morzem to coś niezapomnianego.

 
Nazajutrz słońce świeci coraz mocniej i mocniej, każdego kolejnego dnia robi się cieplej.

Zamiast na spacer wolę chodzić na plażę na kocyk z książką, ze znajomymi – tak dawno nie byłam nad morzem. Świetnie.   

- Gdzie idziesz? Pyta koleżanka widząc mnie jak ubieram spodnie i bluzkę.

- „za potrzebą” idę

- to klapki załóż, bo w lesie nogi pokaleczysz - radzi

- ale ja nie idę do lasu, kilkadziesiąt metrów od wejścia na plażę jest toaleta.

Jest toaleta. Jest. Co z tego że jest?

JEST ZAMKNIĘTA. Nikt nie wybrał monet z automatu. ZAMKNIĘTA !!!

No i… idę do ośrodka. Nie daleko. Tak z 15 min. Najpierw wysokie trzypoziomowe schody z plaży, potem ścieżką.
Boli mnie pęcherz. I kręgosłup mnie boli. Za szybko. I szkoda że nie poszłam do lasu.

Następnym razem już nie pójdę do ośrodka.  Papierków z każdym dniem w lesie przybywa. Co raz widać jak ktoś wstaje z kocyka i po kilku minutach wraca z lasu. Papierków przybywa.

W ostatnie dni przy wejściu na plażę trochę z lasu zalatuje smrodek.

Toaleta przez 3 tygodnie jest zamknięta. To dopiero początek sezonu. Połowa czerwca.

 

 

A toaleta jest…….. w lesie. Spacer brzegiem lasu nad samym morzem to coś niezapomnianego.

                                                                                                               Ewa Kobierzycka






Z synem poszedłem na grzyby - 04.09.2013 - więcej

 


























Fundacja Czyste Lasy na pikniku Kawaleryjskim w Radzyminie dnia 09.06.2013
- więcej




Serdecznie zapraszamy na I Piknik Kawaleryjski do Radzymina
Dnia 09.06.2013 - Niedziela



30.05.2013 - sprzątanie lasu pod Węgrowem - więcej



15.05.2013 - sprzątanie lasu pod Serockiem - więcej



„Sarenki”

 

- Sarenki, sarenki  - wrzasnął jak zwykle mój synek.

- Już po sarenkach powiedziałam, nie krzycz, bo uciekną.

Ale nie, stały dalej na ścieżce, zerkały tylko uważnie w naszą stronę skubiąc dalej jakieś smakowite korzonki. Były cztery. Zjawiskowo piękne.

- Super - możemy im zrobić zdjęcia i to fajne, bo są naprawdę blisko. Tylko cicho!

Ponieważ szliśmy pod słońce i żadne zdjęcie by nam nie wyszło postanowiłam zajść sarenki trochę z boku. Weszliśmy kilka metrów w las i ostrożnie, cichuteńko skradaliśmy się do nich.

Jeszcze tylko kilka kroków, i będzie można pstrykać fotki, jeszcze kroczek…

Brzdęk, brzdęk - odwracam się na te dźwięki a mój synek leży na ziemi i pokazuje mi, o co zawadził. Patrzył oczywiście na sarenki a nie pod nogi a na jego drodze leżała 5 litrowa blaszana puszka po farbie.

Zerknęłam w stronę sarenek… Sarenki czmychnęły w las w stronę przeciwną.

Szkoda, zdążyłam pomyśleć o utraconych fotkach.

Brzdęk, stuk, brzdęk – teraz to sarenki na coś wpadły robiąc mnóstwo hałasu. Poszliśmy w tamtą stronę i zobaczyliśmy je uciekające w popłochu. W tym ostatnią, która biegła wolniej, bo coś pętało jej tylne nogi. Jakby lina tylko związana. Sarenka na szczęście po kilku skokach zdołała uwolnić się z pęt i tyle ją widzieliśmy. Osłupieliśmy na ten widok.

- Chodź mamo zobaczymy, co tam się stało – powiedział cichutko mój synek.

Po minucie staliśmy nad, nie wiem nawet jak to nazwać, wysypisko? Śmietnisko?

- O, to jest Saab - powiedział mój mąż, znaczy był to samochód  marki Saab i to w całkiem dobrej wersji, brakuje karoserii i silnika.

- ??? Co?

- No samochód zobacz sama tu jest kanapa, podłokietnik, nadpalona kierownica itd., a tu uszczelki do okien, potłuczone boczne szyby i mnóstwo plastikowych części.

- Może w taką uszczelkę zaplątała się nasza sarenka - zastanawiał się synek.

- Idziemy, idziemy w stronę gdzie uciekły sarenki.

Rzeczywiście kilkadziesiąt metrów dalej leżała gumowa uszczelka od szyby samochodowej – to coś, w co zaplątała się sarenka.

Wracaliśmy do domu w milczeniu. Myśli tłukły się po głowie.

Co by się stało z sarną gdyby nie uwolniła nóg z tej cholernej uszczelki?

Jak to w ogóle możliwe? Jak to posprzątać? Komu zgłosić? Co z tym zrobić?

 

TAK NIE MOŻNA !!!

                                                                                                   Ewa Kobierzycka





"Patyk"

 

 

- Mamo- wrzasnął mój synek  - mamo chodź szybko znalazłem grzyba – mamooo krzyczał na cały głos jak oszalały. Ruszyłam do niego żeby tylko przestał się wydzierać. Chodziliśmy tak już dobrą godzinę w poszukiwaniu grzybów i nic.

- Ciszej bądź, ciszej….W lesie ja najbardziej przecież lubię ciszę. Ciszę i zapach drzew.

- Przestań,  przestań już idę zawołałam.

- Mamo grzyb tam popatrz – pokazał rączką w kierunku zmurszałego pniaka.

Grzyb rzeczywiście był.  Podgrzybek - taki zwyczajny na pierwszy rzut oka. Podeszliśmy bliżej i nas oczarował.. Miał pochylony w naszą stronę lekko kapelusz  - jakby się z nami witał i zawadiacko sterczącą z boku kapelusza kępkę mchu. Nóżką przytulał się do pnia. Cudo. Zrobiliśmy mu pamiątkowe zdjęcie i poszliśmy dalej.

- A kto to tak krzyczy w lesie?  Zagadnęła do  nas starsza pani wychodząca na skraj lasu.

Mój synek speszył się na chwilę. Pani miała w ręku patyk którym podpierała się idąc.

- Nie krzycz w lesie bo wszystkie grzybki pochowają się pod mchem i ja też nic nie znajdę powiedziała wesoło

- Ale ma Pani pełen koszyk grzybów – powiedział synek. Rzeczywiście z wiklinowego koszyka wystawały brązowe kapelusze.

- Grzybów to ja mam tylko kilka, zobacz czego nazbierałam najwięcej. Nasze spojrzenia powędrowały w głąb koszyka…. Miałam cichą nadzieję że Pani nie znalazła „naszego” podgrzybka.

- Ohyda powiedział synek to Pani też zbiera śmiecie?

- Zbieram śmiecie za każdym razem jak idę do lasu - Pani lekko się uśmiechnęła pokazując nam zawartość foliowej torebki.

Chusteczki, papierki po słodyczach, plastikowa butelka, kapsle i oprawka długopisu.

- Widzisz, bo jak idę do lasu to zabieram ze sobą 3 rzeczy: koszyk na grzyby, torebkę na śmiecie i nożyk do zaostrzenia patyka.

- Patyk jak patyk nic szczególnego - przydaje mi się do podpierania, ale też strugam w szpic jego koniec i jak mogę to nadziewam na niego śmiecie i zabieram je do wyrzucenia do kosza.

- No pamiętaj nie krzycz w lesie, bo jeszcze muszę nazbierać grzybów, powiedziała Pani i skrajem drogi podreptała dalej..

Synek lekko onieśmielony szedł przede mną cicho podśpiewując, kopał bucikami w opadłe na ziemię gałązki. Maszerowaliśmy rozglądając się za ukrytymi pod mchem grzybami.

- Mamo- wrzasnął nagle- mamoo,  patyk, znalazłem patyk mamo taki na śmiecie, mamoo !!!


                                                                                                                                 Ewa Kobierzycka.





Nadszedł czas na grzyby, więc apelujemy do wszystkich grzybiarzy, nie zostawiajcie po sobie śladu w lesie, nie wyrzucajcie śmieci i absolutnie nie palcie papierosów.
Zachęcamy też wszystkich grzybiarzy, aby zbierając grzyby zebrali też choć kilka śmieci napotkanych w lesie. Las jest naszym wspólnym dobrem narodowym.